O autorze
Mieszanka piorunująca Pippi Langstumpf i Ani z Zielonego Wzgórza. Pozytywistka, aktywistka i kobieta pracująca. Matka, żona, feministka i podróżniczka (w dowolnej kolejności). Opowiadaczka historii, pasjonatka niekonwencjonalnej edukacji. Prowadzi bloga o jasnej stronie życia www.pippianna.pl

Frustracja domowego robota

Kobieta z ludu Vezo na Madagaskarze. Podział ról jest tam konieczny, by społeczność morskich nomadów przetrwała. W naszym świecie onaleźć się we właściwej roli jest coraz trudniej.
Kobieta z ludu Vezo na Madagaskarze. Podział ról jest tam konieczny, by społeczność morskich nomadów przetrwała. W naszym świecie onaleźć się we właściwej roli jest coraz trudniej.
Musiałam to przeoczyć. Na pewno to gdzieś było napisane. Tak między: „ślubuję ci wierność” a „nie opuszczę cię aż do śmierci”. Może bardzo drobnym druczkiem, ale na pewno było w małżeńskim kontrakcie zapisane, że najmuję się do prania, sprzątania i gotowania. Że mam chuchać na ognisko domowe i polerować bezustannie, by nie osiadł na nim kurz ani rdza. Bynajmniej nie metaforycznie.

Z jakiegoś powodu, nie jestem w stanie nauczyć mych facetów, że naczynia nie teleportują się same do zmywarki. Czasem robię zatem eksperyment: ile czasu potrzeba, by zorientowali się, że robot domowy MAMA1 zaprzestał wykonywania tej czynności. Najczęściej niczym przerywam po kilku dniach w klasycznym eksperymencie Zimbardo, przerażona wynikami. Potem ja zionę ogniem, oni się kajają, mija kilka dni i wracamy do stanu pierwotnego.

Z jakiegoś (kulturowego? genderowego?) powodu, to my, kobiety, odpowiadamy za to jak nasz dom wygląda. Oraz jak wyglądają nasze (wspólne zwykle z mężem) dzieci. Pewnego dnia moja przyjaciółka nie wytrzymała i gdy mąż zrobił jej awanturę, że dzieci nie mają butów na zimę, wypaliła (wulgarnie, acz trafnie), że o ile wie, do kupienia dzieciom butów nie trzeba pokazywać cipy. Mop do podłogi też nie ma napisane „Nur fur damen/ladies only”. Podobnie jak pralka. Odrabianie lekcji. Dziesiątki drobnych, upierdliwych często domowych czynności z których składa się codzienność. Ktoś to musi zrobić, a partnerstwo dobrze wychodzi w kolorowych pismach, w życiu dużo gorzej.

To jest tak upierdliwe: „synku, odnieś talerzyk, tak, łyżeczkę też odnieś i włóż wszystko do zmywarki”. Pochwalić, że taki dzielny? Qrcze, to przecież podstawa, żaden wyczyn! Heroiczne wychowywanie dzieci do socjalnych zachowań jest tak męczące, że czasem odpuszczam. Wściekła na siebie potem, bo gdy teraz ich nie nauczę, że ubrania same nie teleportują się z pralki do suszenia, a potem nie lecą się złożyć na półkę, to do końca życia będę się frustrować, że czasem robię za robota domowego.


Podział prac w kulturach pierwotnych miał głęboki sens. Pewnie nadal ma. Tylko mam wrażenie, że w naszej cywilizacji doszły nam nowe zadania, a stare oczekiwania pozostały.
Trwa ładowanie komentarzy...